niedziela, 1 lipca 2012

376. wernisaż


Witajcie :) Zapraszam na wernisaż wystawy licencjackich prac dyplomowych Wydziału Sztuki UWM, który odbędzie się tuż po naszych obronach, czyli 3 lipca około godziny 18. Jeśli ktoś jest z okolic i ma chęć, zapraszamy, bo będzie trochę ciekawych poczynań artystycznych w zakresie projektowania graficznego, malarstwa, struktur wizualnych czy grafiki warsztatowej ( moje należą do tej pierwszej pracowni, w której stworzyłam projekt swojego albumu fotograficznego ).
Zapraszam w imieniu wszystkich!


---


p.s. potrzebuję bycia w jakimś pięknym miejscu przez jakiś czas, żeby moja głowa doszła do siebie, wyspokojniała...

sobota, 30 czerwca 2012

375.

























(fake polaroids)



Kawa. Murakami. 


czwartek, 28 czerwca 2012

374. zwykłostki


W moim świecie ostatnio tylko zwykłoski i światło mierzone na oko i komórkowe pstryczki z krótkich wycieczek. Wzięłam się za gotowanie i pieczenie ciast ( szarlotka z rozmarynem, bo pogoda była jesienna, a gdy wyszło słońce kruche ciasto z jagodami, które cudnie smakowało z jogurtem naturalnym; carbonara z cukinią, rybka pod czerwonym pesto, curry z mleczkiem kokosowym i krewetkami, hummus na wieczorne dyskusje ). A wraz z latem włączył mi się zmysł sroki i chciałabym nakupować długich spódnic, zwiewnych bluzek i marzy mi się bluza z logo supermena ) i bokserki takie, do zdjęć :D ). Obrona pracy licencjackiej zbliża się wielkimi krokami. Szukam pracy w Warszawie ( ale jestem przybita, bo idzie słabo ), a marzą mi się jakieś fotograficzne zlecenia, sesje komercyjne, sesje portretowe, osobiste, czy śluby. Morze mi się marzy i zrzucenie paru kilo nad tym morzem. Wycieczki długie. Ale jeszcze tydzień i Norwegia. A później morze, więc może się doczekam :). Nic ciekawego się nie dzieje, a jednak jest ciekawie i miło. Byliśmy na Nocy Kupały w Warszawie i było ślicznie. I jeździliśmy to tu to tam. Jest ok, ale brakuje mi robienia zdjęć...Tych moich zdjęć... Jakiejś nowej emocji mi brakuje do sfotografowania...może kogoś? Może muszę komuś zdjęcia porobić, żeby znów móc na siebie inaczej spojrzeć?


poniedziałek, 25 czerwca 2012

373. jagodowe noce


Lubię w zamian za spacer zmywać naczynia. Pod warunkiem, że zachodzi powoli słońce, a przy opuszczonym domu można kraść dojrzałe czerwone porzeczki. Świerszcze grają akompaniament do ptasiego śpiewu. Biało-rudy kot znów nie zwraca uwagi na moje nawoływanie. Trawa w ogrodzie urosła po kostki, ale dla mnie taka jest najpiękniejsza. Robi się coraz ciemniej od przedwczoraj, a ja w ten krótszy o kilka sekund wieczór siedzę na kanapie i widelcem, powoli, zjadam dwa ostatnie kawałki placka z jagodami. Chyba każdego wieczora powinno się jeść placek z jagodami, bo kołysze zmysły, przynosi spokój i uśmiech.



sobota, 23 czerwca 2012

372.



(lato 2011)


Wygrzebywanie staroci. Dwa filmy leżą w lodówce... zwykłostki przytulają się do pewnie pięknych kadrów J. :)

piątek, 22 czerwca 2012

wtorek, 19 czerwca 2012

670.


Dziś już ostatni raz wracałam do Domu. Już nie będę musiała z niego wyjeżdżać co tydzień. Wstałam o 5:30. Pięknie świeciło słońce ( jeszcze miało kolor miodu ). Już wtedy były 22 stopnie. Weszłam w jeansy, których nie odważyłam się założyć od pół roku. Bokserka. Tenisówki, żeby było wygodniej. Duża torba w kratkę, żeby można było zmieścić wszystkie 3 kopie pracy licencjackiej. Po drodze na SKM jak zwykle przystaję na sekundę przy krzaku róży, która pachnie już od początku chodnika i wącham jej jasno różowe płatki. Znów piętnastominutowy spacer pustymi chodnikami, które powoli zaczynają zapełniać się dźwiękiem ludzi idących do pracy. Samochody tworzą miniaturowe mgły. Mężczyźni dziś oglądali się za mną na każdym kroku ( strasznie to głupie... ). 3 godziny jazdy do Olsztyna. Załatwianie swoich spraw. Album prezentuje się świetnie. Praca oddana... Jestem pierwszą osobą na wydziale, która wszystko oddała. Teraz czekam na obronę, ale stres ze mnie zszedł. Nie...teraz szczególnie czekam na J., który już za dwie noce będzie w Domu. Wracając na siedzeniu obok siedział mężczyzna w średnim wieku pachnący nieładnymi perfumami. Przespałam jak zwykle pół drogi. Wisła w Warszawie wyglądała dziś szczególnie pięknie o zachodzie słońce. A teraz już odpoczywam. I tylko jakaś wściekła mucha lata po salonie i doprowadza mnie do szału, bo zagłusza myśli.


poniedziałek, 18 czerwca 2012

369. moja fotografia



Nie zawsze robię coś pod kątem artystycznym. Nie zawsze chcę coś przekazać, powiedzieć przez moją fotografię. Często tak bywa. Bo z jednej strony to zapisywanie na fotograficznych błonach swoich przeżyć, uczuć, smutków i tęsknot. Wyrzucanie z siebie wszelkich złych doświadczeń, złych myśli i całego brudu jakim epatuje dzisiejszy świat. Wtedy nagi człowiek, który występuje u mnie najczęściej staje się przekaźnikiem, formą ukształtowaną z uczuć. Staje się tylko fragmentem ciała, a czasem pokazuję zbyt wiele. Z drugiej strony, w innym kontekście, nagość staje się dla mnie również oznaką najwyższej czułości i oddania, chcę zapisać spokojne ciepło jakie drzemie obok mnie. Innym razem to zwykłe portrety, z których zazwyczaj nie jestem zadowolona, bo Mistrzem Portretu w tym Domu i gdziekolwiek jest mój J. . No i jest jeszcze fotografia zwykłostkowa - zapisywanie chwil, przedmiotów i miejsc, który zaczarowały moje serce. To żadna sztuka, to tylko pamiątkowe zdjęcia, których nie rozpatruję pod względem czy są dobre czy nie. Nie niosą w sobie nic prócz zapisu chwilowego lub dłuższego zachwytu, a że nie mogę mieć tych przedmiotów czy miejsc na własność, zapisuję je choć fotograficznie. To czasem także stłuczone lustro lub skaleczona ręka czy kwiaty przyniesione ze spaceru, ukradzione łące - zapiski codziennego życia.
Sądzę, że mam dystans do tego co robię i także fotografię potrafię rozdzielić na dwie części. Tę moją-artystyczną, przepełnioną emocjami, i tę moją-zwykłostkową - zwykłą, może nic nie znaczącą dla drugiego człowieka.
Często też dziwię się jak zmienia się punkt mojego widzenia razem z porą dnia i tego, co we mnie. Czasem przecież jestem jak z pornograficznego filmu, innym razem rozdziera mnie smutek, a innym razem staję się delikatną słowianką z warkoczem w pastelowych barwach.
Ostatnio powiedziano mi, że w fotografii złagodniałam. A ja myślę, że czekam na odpowiedni moment, bo wszystko, co mnie gryzło, już zapisałam... Po co robić znów te same zdjęcia? Akurat mam taki czas, że nawet nie mam czasu na robienie zdjęć, a za aparat chwytam tylko, gdy wychodzę na spacer, by odetchnąć i wtedy cykam te wszystkie kwiaty i trawy i nieba. Mimo, że mam w sobie tyle nerwów i żali, to chyba jeszcze nie pora, jeszcze nie ten czas. A może potrzebuję znów sfotografowania innych osób, żeby zrozumieć, że to, co chcę powiedzieć, może wyjść wyłącznie z mojego ciała, które przecież zwija się w rytmie moim emocji.

Dziś przespałam pół dnia. Chyba dopadło mnie zmęczenie materiału.


368.


Tęsknię.





Dziś chyba pierwszy raz w życiu zaspałam. I to jeszcze w tak ważny dzień. A teraz czeka mnie cały dzień zjadania przez stres. Czekając na jutro. Trzeba wszystko oddać. Zakończyć. Album jest gotowy, już chcę go zobaczyć. Ale to wszystko jutro. A przecież zawsze budziłam się sekundę przed budzikiem.



piątek, 15 czerwca 2012

367.

strona 18 albumu
Nadal pada deszcz. Czekając na autobus do Domu siedzę w McDonaldzie i czytam "Norwegian Wood" Murakamiego. Caffe Latte zawzięcie stygnie. Naprzeciw mnie siedzi młoda dziewczyna. Blondynka o dość specyficznej twarzy. Opiera się o walizkę. Patrzy w telefon. Ciąga nosem. Płacze. Odrywam wzrok od książki i zaczynam wypatrywać kogoś, na kogo może czeka. Za oknem widzę chłopaka, który krąży w miejscu. W dłoni trzyma ogromny bukiet róż. Wchodzi do środka, rozgląda się, siada przy stoliku na wysokim krześle. Ale to chyba nie osoba, na którą czeka dziewczyna o nadętych ustach. Siedziała tam przede mną i siedzi tam nadal samotnie, gdy wychodzę. Nie wiem, co dzieję się z nią dalej ( że nawet w tak śmierdzącym miejscu jak McDonald zdarzają się takie sprawy). Cały dzień świeciło słońce i można było roztopić się i spłynąć studzienkami ulicznymi do podziemi rozkopanego miasta. Jednakże w chwili, gdy wyszłam na zewnątrz czarne chmury zaczęły kłębić się na głową i spadać na chodnik cienkimi stróżkami. To ten deszcz, który odprowadzał mnie na autobus w środowy poranek. Stanęłam pod drzewem i otworzyłam książkę. Kilka kropel spadło na kartki tworząc małe, okrągłe zmarszczki. Sroki schowały się między liśćmi małej lipy. Gdy czytam o małej studni, której położenia nie zna nikt, a w której ginie kilka osób co kilka lat (umiera w męczarniach między kośćmi innych ofiar studni ), podchodzi do mnie mężczyzna około 50 i pyta:
- Do Warszawy?
- Uhm.
- Czemu wszyscy jeżdżą do tej Warszawy?
- Nie wiem... Ja jadę do Domu.
- Co ludzie widzą w tej Warszawie?
- Nie wiem. Miasto jak miasto. Poza tym praca jest.

I tak staliśmy i rozmawialiśmy o świecie. O wyimaginowanym kryzysie, o tym, że jedyną wartością w dzisiejszym świecie są pieniądze, że  to bardzo głupie i straszne, że ludzie tak ciągle biegną i najważniejsze dla nich jest posiadanie ( takie egzystencjalne gadki ). Pan, któremu od stycznia odjęli 1000 zł od wypłaty ( mimo, że jego zakres pracy wcale się nie zmniejszył ) poczęstował mnie papierosem, bo stwierdził, że dobrze mówię i że fajna ze mnie dziewczyna. Później pod to drzewo, pod którym chowałam się z owym Panem przed deszczem, weszła także dziewczyna w pomarańczowej marynarce o imieniu na M. ( bo później przedstawiłyśmy się sobie ), śmiejąc się, że wsiadła do autobusu do Ornety i pojechałaby zupełnie w drugą stronę. Usiadłyśmy obok siebie i rozmawiałyśmy przez całą drogę ( nigdy tak nie mam... zupełnie obca osoba, a tyle tematów i taka miła rozmowa ).
Tym razem zdążyłam na metro, które na czas dowiozło mnie do śródmieścia, skąd wyruszam SKM do miasta na S. W Naszym miasteczku padał mały i ciepły deszcz. Nie wyciągnęłam żółtego parasola z torby. Szłam spokojnie drogą, która za każdym razem wydaje mi się krótsza. Pięknie pachniały powietrze i ziemia. Gdzieniegdzie dochodziła do mnie przyjemna woń białego jaśminu. Gdy zbliżałam się do naszej ulicy, rozległ się głośny krzyk żab, który odprowadził mnie pod same drzwi. Ciężko było trafić w dziurkę od klucza, bo światło przy dolnych drzwiach znów się zepsuło.

Zdjęłam z siebie wszystkie ubrania. Usiadłam na sofie. Obejrzałam film na TVP Kultura, a w między czasie wnosiłam ostateczne poprawki do albumu.

Zasypiałam na stojąco.

A dziś czas mija bardzo szybko.