wtorek, 25 września 2012

408.

Jeśli chcesz wiedzieć, nigdy nas nie było. Jeśli chcesz wiedzieć, teraz też nas nie ma. To jest minuta ciszy po nas. I jeśli nawet się kochamy to tylko oddzielnie.

( wojna polsko-ruska )

 

poniedziałek, 24 września 2012

407. żółty szalik



Chciałabym kupować książki z ładnymi okładkami, żeby przekonywać się o tym, że nie ocenia się książki po okładce. Chciałabym mieć regał zapełniony książkami o sztuce, albumami przeróżnych artystów, nawet tych, których nie lubię, pięknie wydanymi przewodnikami po państwach i miastach, żeby móc wyobrazić sobie, że tam jestem i snuć opowieści o tym, co będę robić, gdy tam już dotrę, książkami kucharskimi, z których próbowałabym każdej potrawy, po czym zapisywałabym na marginesach uwagi, poprawki i nowe wersje. Chciałabym żyć ze sztuki i fotografii. Chciałabym lepić ptaszki z masy solnej i inne cuda. Chciałabym mieć całą skrzynię farb, ołówków i kartek pomieszanych z nieudanymi szkicami, których nie wyrzucałabym już nigdy. Chciałabym co jakiś czas wyruszać na równe targi staroci, i za każdym razem przynosić tylko jedną rzecz, która od razu przypadła mi do gustu. Chciałabym nauczyć się szyć i robić na drutach i szydełku. Chciałabym zasypiać przy dźwięku winylowej płyty. Chciałabym zamieszkać w Norwegii, na Islandii, w Australii lub Nowej Zelandii, pracować gdzie bądź i robić jedno zdjęcie na każdym ze spacerów. Chciałabym mieć berety we wszystkich kolorach jakie tylko do mnie pasują. (...)

(miliony banalnych dziecięcych myśli )

406. second day of autumn



a na jesienne popołudnia potrzebne mi ciepłe futro kota i para Twoich dłoni. 






sobota, 22 września 2012

405. Charlie








( lipiec 2011 , Gosia )


( Gdy milkną wszelkie domowe sprzęty można usłyszeć krople uderzające o parapety, bicie naszych serc. ) 




Gotowanie. Zdjęcia. Choroba. Ból zęba. Śmiech.




piątek, 21 września 2012

404. bycie kotem jest trudniejsze niż się wydaje

 ( wyciągnięte z szuflady - lipiec 2011 ) 


Farby mieszają się nie tak jak trzeba. Może to z braku mruczenia kota lub ze zbyt głośnego krzyczenia okolicznych psów. Światło ma zapach jesiennych liści, które coraz częściej przelatują za oknem. Wszystko powoli żółknie i będę w końcu pasować do krajobrazu w tej swojej miodowej sukience i dziwnym kolorze włosów.

Jestem uśmiechnięta i smutna jak ta jesień. Spadam powoli. 
Moje dłonie dosięga przymrozek. 



>>NASZA WYSTAWA<<

czwartek, 20 września 2012

403. WYSTAWA


Norwegian Mood
 

JACEK: Materiał na tę wystawę powstawał w marzeniach. Od dzieciństwa ciągnęło mnie do wody, porusza mnie też potęga gór. Nie ma chyba drugiego takiego miejsca na Ziemi, gdzie woda z ziemią, wywyższoną w skały na ponad tysiąc metrów, prowadzi łagodny i intymny dialog. To Norwegia z jej fiordami, jeziorami, wyniosłymi szczytami. To miejsce magiczne. Świat kompletnie pozbawiony niszczycielskiej ręki człowieka. Miejsce, gdzie możesz zatrzymać się na ewangelickim cmentarzu i nocować pośród przodk
ów budowniczych tej krainy. Kraj, gdzie zatrzymując się przy drodze, natychmiast spodziewaj się spontanicznej pomocy. Państwo, które wybudowało tysiące kilometrów dróg, setki kilometrów tuneli aby mogły spływać nimi krople wody, skroplone z mgieł osnuwających szczyty, wprost do szmaragdowych, przejrzystych fiordów. Świat ze śpiewnego radia Norge, które cały czas towarzyszyło nam w podróży. Samochodem, pośród skał, tuneli, mostów i promów.
 
EWA: To było odległe marzenie, które leżało pośród tych niemożliwych. Jednak stało się i pierwszy raz wsiadając do samolotu z myślą, że z moim „szczęściem” rozbijemy się zaraz po starcie, wylądowaliśmy spokojnie w pięknie pochmurnym Bergen. Za rok znów wylądowaliśmy na tej ziemi z marzeń. I ruszyliśmy w drogę. Byliśmy w drodze. Ciągle jesteśmy w drodze. Norwegia jest dla mnie rajem i piekłem za razem, gdyż jako żywy ogień panicznie boję się otwartej wody, a z drugiej strony ciągnie mnie do jej spokoju. Tak. Norwegia to spokój, cisza i mgła, która zakrywa nie tylko góry i morze, ale także wszelkie złe myśli kłębiące się pod powiekami. Tą wodą jest także Jacek, który to jest moim towarzyszem życiowej podróży. Wodą, do której mnie ciągnie i która mnie uspokaja. Dlatego też jest ważnym elementem moich fotografii, wręcz nieodłącznym,
nadającym intymności tej Naszej Norwegii.

Zdjęcia na tej wystawie składają są z podobnego ale jednocześnie różnego widzenia dwojgafotografów, kobiety i mężczyzny. Z dwu i trzykrotnych odwiedzin w tej północnej krainie. Powstałyprzy użyciu analogowych aparatów na film, klasycznej 35mm Praktica, kwadratowych –Hasselblada i Kieva.

Wszystkie zdjęcia wyeksponowane na wystawie dostępne są do zakupu jako kolekcjonerskie odbitki na zamówienie. Wspólnie ze współautorką zapraszamy do odwiedzin na naszych internetowych stronach: http://gasiorowski net oraz http://szumowska.pl/.

Bezpośredni kontakt otrzymacie Państwo drogą elektroniczną j.gasiorowski@post.pl
oraz telefonicznie, 501 953 723.

Autorzy wystawy:

Jacek Gąsiorowski.
Fotograf. Pozostawił ponad 15 letnie doświadczenie w pracy Art Directora w
agencjach reklamowych na rzecz swojej największej miłości – fotografii. Wykonuję ją na polu artystycznym i komercyjnym. Pracuje również jako dziennikarz piszący felietony i wywiady w poczytnym miesięczniku poświęconym fotografii – Digital Camera Polska. Podróżuje po Europie za 4 Euro i jeden uśmiech.

Ewa Szumowska.
Fotograf. Kobieta. Patrzy na rzeczywistość na swój osobisty, bardzo intymny
sposób. Skrajna naturalistka, ale także nieskończony wrażliwiec. Fotografia jest jej drugą miłościążycia. Służy jej w notowaniu uczuć, odczuć i wspomnień oraz w wyrzucaniu z siebie „śmieci”.Zajmuje się także rysunkiem, malarstwem i projektowaniem graficznym, pisaniem oraz dużopodróżuje. Absolwentka Instytutu Sztuk Pięknych UWM.


Wystawa odbędzie się w warszawskiej Domotece

http://www.domoteka.pl/

wernisaż odbędzie się o godzinie 19:00 2 października 2012 roku.

Serdecznie zapraszamy wszystkich zainteresowanych do zobaczenia naszych opowieści.



niedziela, 16 września 2012

402.


13 naświetlonych klatek. Obraz, dla którego nie mogę znaleźć odpowiedniego odcienia. Maca i hummus na jesienne popołudnia. Czerwone wino. Sparzony język. Przesmyk w chmurach. Oczekiwanie. Przygotowania na październik. W myślach listopadowo-grudniowy Budapeszt. Przebłyski kadrów, których nie uwieczniam na filmie, bo nie mam odpowiedniego wnętrza.

"Nie mam odpowiedniego wnętrza" - to brzmi nieźle.



sobota, 15 września 2012

400. dead mermaid


Straciłam głos. Umarłam.
Bo bez głosu nie ma miłości. 






wtorek, 11 września 2012

399. brzeg



" I promised I wouldn't run. I promised I would love you even, when i hate you. "






Mój Najbliższy Brzeg 



poniedziałek, 10 września 2012

398. składak


( taki tam składak z pstryków )

Dni zmieniają swój zapach i smak. Czuć na nosie, że słońce oddaliło się o kolejnych kilka ogromnych kilometrów.  Chowam się między kuchnią a salonem. Wokół zapach jabłkowych powideł i farb. Marzy mi się sterta książek kucharskich i studiowanie ich. I druga sterta - blejtramy, pędzle i farby. I jeszcze tylko dostać pracę. Czekam na telefon. I jeszcze tylko więcej zleceń na śluby, na sesje zakochane i narzeczeńskie i inne miłosne historie. Tak. 
I ciszy. Tej wewnętrznej. Takiej jaka panuje na spacerach przez łąki. Po ścieżkach. Bo tu nadal są ścieżki. 


niedziela, 2 września 2012

397. droga mleczna

( konstelacje. przyniosłeś mi gwiazdy )


Wyglądam przez okno. Pory dnia zmieniają się na mojej twarzy. Sikorki zaczynają śpiewać inną piosenkę. Sroki krzyczą coraz głośniej kłócąc się z sójkami. Deszcz kropi lekko błogosławiąc świeżo narodzone źdźbła jeszcze zielonej trawy. Jeszcze. Wrzesień. Jeszcze. Słońca i spacerów starymi ścieżkami. Zdjęć o kryciu się w norze, w prześcieradle, w sobie, o jesieni, która jeszcze cicho śpi w moich włosach, o gwiazdach sierpniowych, co to wylądowały na Jego plecach. Głośnych poranków. Cichych popołudniowych drzemek uciekając od świata. Bądź moim Wrześniem. 


( Anathema " The weather system" w głośnikach. W dłoniach kubek w poziomki, a w nim kisiel, w którym maczam śmietankowe wafelki - mój przysmak z dzieciństwa.)