wtorek, 12 czerwca 2012

366. ile to już miejsc razem

Piaski, sierpień 2011
Warszawa, sierpień 2011 ( i nadal...:)
Nieporęt, sierpień 2011
Krakowski Kazimierz, wrzesień 2011
Domek, miasto pod Wa-wą na literkę S., sierpień 2011 ( i do dziś )
Gdańsk, wrzesień 2011
Norwegia, wrzesień 2011
Dom Mici, wrzesień 2011
Rzym, listopad 2011
Krzyże, Mazury, maj 2012


Od kilku dni wspominam sobie Nasze podróże i myślę jak mi za nimi tęskno. Za tym wałęsaniem się po zakamarkach wielkich miast, za nieznanymi leśnymi ścieżkami, za wąskimi uliczkami, na których zaczynam płakać ze strachu. Bo nikt tak pięknie się nie pałęta jak Ty (ze mną). Na świecie jest jeszcze tyle miejsc do odkrycia. I mam nadzieję, że to nie przeszkadza, że będziesz musiał ze mną lecieć "drugi raz", tam, gdzie już byłeś ;)

Stęskniona. Ale pogodna. Bo wszystko się układa. Zmierza do końca.
Ale chętnie bym się wyrwała i wyruszyła do tego Kijowa.

P.S. Opava, mówisz....?









niedziela, 10 czerwca 2012

365. My river flows in You....


Okno otwarte na oścież. Za nim ściana deszczu. Kapie z kabli łączących dom z domem. Ptaki pochowały się głęboko w koronach drzew. Stoję naprzeciwko tej niekończącej się wody i wyciągam dłonie ( może stanął się delikatniejsze niż są ). Zamykam na chwilę oczy i wącham ( wymarzone perfumy... pachnieć deszczem ). Pianino i deszcz. Czy tam u Ciebie deszcz pachnie tak samo?



Mam widocznie w sobie jeszcze resztki tej wrażliwości sprzed lat.





sobota, 9 czerwca 2012

364.


Wszystko powoli się zamyka. Jedno lepiej, inne ciężej. Ale już bliżej końca niż dalej. Filmik "aby był" skleja się, jakieś dziwne akcje, zdjęcia - aby były. Dopieszczanie pracy dyplomowej ( choć wolałabym, by zostało jak jest, ale niestety... gusta promotora muszą być na wierzchu, ale album dla Was będzie po mojemu"), końcowe poprawki pracy licencjackiej. Szukanie miejsc, gdzie można wydrukować zdjęcia. Ogarnianie wszystkiego. Dziś zobaczyłam, jak było mi łatwiej, gdy J. był obok i mówił mi zawsze "dobrze będzie" i pomagał mi swoim opanowaniem. Ale dam radę. Już tylko tydzień. Później tylko formalności. Jakieś badania. Jakieś papiery.
Zostałam sama w domu na prawie dwa tygodnie. Nie dało się spać, gdy było ciemno. Sen przyszedł dopiero po piątej nad ranem. Ale może to dobrze. Wszystko jest potrzebne. Śmiesznie, bo już nie pamiętam jak smakuje tak "długa" rozłąka. Kiedyś były to dla mnie zwykłe dni samotności. A tutaj... Śmiesznie... Bo przecież po trzech godzinach mówiłeś mi przez telefon, że tęsknisz, a tu jakieś 12 dni... Uch. Ale może to dobrze. Czasem tak trzeba. Czasem to potrzebne.

Spójrz na mnie. Spójrz moimi oczami.



sobota, 2 czerwca 2012

363. ...



Powietrza. Lasu. Braku wiatru. Śpiewu ptaków. Zapachu akacji. Ciszy. Dźwięku pękających gałęzi. Długich spacerów w nieznane. Częstych przerw na pocałunki. Samotności - tej tylko we dwoje. Bukietów z polnych kwiatów. Malowania. Fotografowania. Ocieplania mieszkania. Podróży. Morza. Gór. Dużych miast. Pachnących drewnem wsi. Umiejętności pogodzenia się z przeszłością i nie zmuszania się do sztucznego uśmiechu i udawanej atencji. Schudnięcia. Pracy i zleceń. Gotowania tego, czego jeszcze nie jedliśmy. Oglądania filmów co noc. Kupowania książek. Nowej szafy. Nowej muzyki. Odwagi. Znajomych w Warszawie. Kota. Spokoju ducha. Zrozumienia.




wtorek, 29 maja 2012

niedziela, 27 maja 2012

361. bo ból jest czerwony




... jak oczy, gdy zamykam się przed życiem na spust czterech kątów łazienki




sobota, 26 maja 2012

360. electricity


Seems like you never really knew me
Seems like you never understood me
Seems like you never really knew how to feel
But electricity it drew you near to me
What you needed was to be rid of me

There were times you really made me smile

And there were times you really made me cry
And there were times I never really knew how to feel
But electricity it drew you near to me
What you needed was to be rid of me
And the fear made you so unsure of me
What you needed was to be rid of me.

( anathema )


 

359.


to ja byłam tą Eurydyką z wiersza, co przeżyła...




piątek, 25 maja 2012

355. anatomia ciszy


(  złamałam się o swoje twarde i gorzkie myśli  )





wtorek, 22 maja 2012

354. rozpływam się


Jakiś smutek. Taki cichy, co to go nikt nie spostrzeże. Niedosięgniony percepcjom innych. Oczy mam lekko zasnute szkłem. Dziwny ucisk w sercu. Mam wielką ochotę się poddać. Nigdy nie miałam takiej ogromnej ochoty na przegraną. Odetchnąć już. Potrzebuję już...
Jestem zmęczona...