niedziela, 25 marca 2012
327.
Wcześnie kładę się spać. Całe dnie spędzam w ogrodzie. Zrobiłam ciasto. Robię album ( usłyszałam, że może być to coś bardzo pięknego ). A poza tym. To jest mi dobrze i nie chce mi się pisać, bo weny piśmienniczej nie posiadam na zbyciu. I od czwartku, co ranek robię zdjęcia 25 białym tulipanom stojącym przy łóżku i Jackowi zaraz po przebudzeniu.
pozdrawiam.
piątek, 16 marca 2012
326.
Tak. Wiosna przyszła i nie przestanę o tym pisać chyba do następnej. Nasza pościel w kwiaty przesiąka wiatrem i słońcem za oknem. W ramach przerwy poszłam do ogrodu, podlałam trawnik :) i zmiotłam podjazd, po czym usiadłam na zejściu do ogrodu i wygrzewałam się w słońcu, słuchając śpiewu ptaków, kołysania się gałęzi, a mała biedronka chodziła po moich spodniach. Miejmy nadzieję, że będzie tak pięknie aż do późnej jesieni ;) A z racji tego, ze od tygodnia żywię się marchewkami, jabłkami i w ostateczności tyciunią porcją obiadu, taką na dwa kęsy, to wstawiam zdjęcia z jednej z warszawskich knajpeczek. Ta jest typowo lunchowa, na przegryzienie czegoś. No i jak się okazało, to miejsce pani Gessler. Szczerze... początkowo byłam sceptycznie nastawiona, ale gdy tylko spróbowałam cudownie czekoladowego brownie to odpłynęłam i zakochałam się zupełnie :D No i te cudne smoothies z truskawek i świeżych ananasów. Coś wspaniałego ( na dodatek z racji, żeśmy z Beti były takie urocze, dostałyśmy dużą porcję, choć chciałyśmy małą, bo gdzie to tak tyle tego...ale, ach...no :) ). A za tydzień może w góry... ;)
pozdrawiam Was słonecznie :)
czwartek, 15 marca 2012
325.
Widziałam dziś dwa klucze żurawi otwierające niebo ( kiedyś te klucze je zamykały, ale dziś już są inne czasy ). Leciały cicho, bezgłośnie. Słychać było jedynie lekki dźwięk uderzających w powietrze skrzydeł. Od kilku dni w pobliskich, kołyszących się jeszcze sennie brzozach, nie skrzypiących jeszcze od ciężaru liści i gorąca, śpiewają ptaki. Nieśmiało nadal, jednak coraz głośniej, donośniej, barwniej, na coraz więcej głosów, w różnych tonacjach. Samo Słońce ociepliło dla nas swoją twarz. Nie jest już chłodnym okręgiem na niebie, niebieskim światłem, które nie ogrzewało dłoni. Teraz budzi nas cytrusowymi promieniami, a ja mogę siadać przy dużym oknie i grzać się jak kot ( i tak nadal te dłonie mam zimne, bo cała krew krąży w okolicach serca ). Myślę, że jest pięknie.
( wzięłam się w końcu... wybieram zdjęcia do albumu, czyszczę od nowa duże pliki, bo ja, o zgrozo lekko przytępa czasami, zazwyczaj zmniejszałam zdjęcia i czyściłam itd. na małych... nosz... szukam w głowie słów do zdjęć i tytułu dla samego albumu. muszę także w końcu wyciągnąć spod łóżka materiały do pracy licencjackiej, bo to aż wstyd i trzeba znów wziąć się za pisanie, bo czas goni. no i już coraz poważniej myślę, tzn. już zupełnie poważnie, no bo trzeba znaleźć pracę w Warszawie w swoim zawodzie ;) ... no i dużo przyziemnych spraw, co mnie ostatnio wkopały w ziemię, ale już się wykopuję i idę... poza tym... jem tylko marchewki...i inne sałaty, bo trzeba odpuchnąć :D )
środa, 14 marca 2012
szybka kolej miejska
(Wtedy jeszcze było biało...to było dawno. )
Wszędzie wiosna. Bazie kwitną. Czajki skubią pola. A co najważniejsze - żurawie brodzą w rozlewiskach, wygrzewają się w ciepłym świetle powoli zachodzącego słońca.
A ja mogę już chodzić w oksfordach i nie zapinać płaszcza. Tylko miodowy szalik plącze się między nogami. Wiosna. ( I nawet nie denerwują mnie kurczaki i zające wepchnięte we wszystkie witryny ).
---
P.S. Zapraszam w imieniu Jacka na wspaniałe i twórcze spędzenie czasu podczas fotograficznych warsztatów. Atmosfera jest naprawdę magiczna. Mnóstwo rolek z filmem naświetlonych z uczonym przez Jacka namysłem. Tak prawdę mówiąc, to ja nie umiem tego objąć w słowa jak jest... Jest pięknie. >> http://fotografiarodzinna.eu/?page_id=221 << ( wyjściowy termin 24-25 marca ).
poniedziałek, 12 marca 2012
niedziela, 11 marca 2012
wiatr wywiał ze mnie wszystko, co dobre
jestem lżejsza od fotografii, z których będziesz mnie teraz wycinać
nic nie czuję i tak jestem martwa
sobota, 10 marca 2012
zapięci na jeden płaszcz i jeden rękaw
Ubrania śpią w jednej szafie, piorą się razem w pralce, suszą się wymieszane pod oknem. Chodzę w Jego swetrach, gdy jest zimno, bo nie lubię damskich swetrów. Ubieram Jego spodnie, gdy wszystkie usmaruję podczas robienia obiadu ( zatrzymują się w najszerszym miejscu moich bioder ). Lubię ten stan rzeczy.To bardzo miłe, gdy przychodzi w pachnącym wiatrem płaszczu do łóżka, gdy ja jeszcze śpię.
-----
No to kochani... Skończyłam stronę. Teraz już będę dodawać tylko nowości. Podaję link. http://szumowska.pl/
---
P.S. Koncert był wspaniały. Gdy tylko Ania wyszła na scenę, to ja się poryczałam ze szczęścia i cały koncert mi te łzy leciały. Stałam wtulona w J. i coś tam wyłam przy każdej piosence ( na pewno wyłam, bo nie słyszałam słów wydawanych z siebie ). Ładnie, pięknie...wszystko idealnie... Magia.
wtorek, 6 marca 2012
tęskniąc
Odliczam godziny. Zupełnie jakbym miała Cię nie widzieć tygodniami, miesiącami. Mam świadomość, że jak zazwyczaj, to tylko 3 noce dzielą mnie od Ciebie. Miło jest mieć tę świadomość i móc czekać, żeby wrócić do Domu. Tęsknię, bo tak dziwnie po miesiącu wyjeżdżać od Ciebie na krótkie trzy dni. Jeszcze tylko dzisiejsza i następna noc... I już.
---
Sukcesywnie dodaję kolejne zdjęcia na swoją własną stronę :) już nie mogę się doczekać kiedy dodam wszystko co chcę i mieć to po prostu z głowy :) Wrzucam zdjęcia od samych początków aż po dzisiejsze czasy :) taka zmiana w widzeniu i tematach, które kiedyś... takie... jakieś... :) a w czwartek Jacenty zabiera mnie na koncert Ani Dąbrowskiej i mną nosi. Ach. Przecież ja nigdy nie byłam na żadnym koncercie...
niedziela, 4 marca 2012
mówię: żegnaj zimo i nie wracaj.
( fake polaroids )
P.S. Po warsztatach numer dwa. Zupełnie inni ludzie niż poprzednio. Bardziej cisi i spokojni. Może ze względu na większe doświadczenie? A może po prostu taki sposób bycia? W każdym razie dziękuję za ten czas. Było inspirująco i przemiło. :) ( I dziękuję Jackowi K., że siedział ze mną do drugiej nad ranem i rozmawiał, gdy reszta poszła spać. :D )
czwartek, 1 marca 2012
niezamknięte ramy
Chciałam coś powiedzieć, ale z głowy mi wypadło, obiło się o kant stołu i się potłukło. Nic. Kolejny dzień nie potrafiący wykrztusić z siebie kłębka smutku. Nieważne. To co ważne jest w sercu. A kilka wspomnień włożyłam w ramkę. Pierwszy śnieg. Pierwszy dzień. Pierwsza fala. Pierwszy kwiat. Pierwsze światło. Pierwszy deszcz.
Subskrybuj:
Posty (Atom)














