piątek, 17 czerwca 2011

wysypane dzieciństwo

















Szukając miejsca na aparaty znalazłam coś takiego. Wysypały się na ziemię. Myślałam, że już nie istnieją, bo przecież wyrzucałam je do kosza. Rysunki z czasów mojego gimnazjum i pierwszej klasy liceum ( później przestałam rysować raczej ). Bazgroły straszne. Proszę na to nie patrzeć..



czwartek, 16 czerwca 2011

... liar

A ja jestem, proszę pana, na zakręcie.
Moje prawo to jest pańskie lewo.
Pan widzi: krzesło, ławkę, stół, a ja - rozdarte drzewo.
Bo ja jestem proszę pana, na zakręcie.
Ode mnie widać niebo przekrzywione.
Pan dzieli każdą zimę, każdy świt na pół.
Pan kocha swoją żonę.

Pora wracać bo papieros zgaśnie.
Niedługo, proszę pana, będzie rano.
Żona czeka, pewnie wcale dziś nie zaśnie.
A robotnicy wstaną.


środa, 15 czerwca 2011

Ty skaczesz, ja skaczę...


- Rozeszliśmy się.
- Jak to?
- Tak zwykle. Banalnie. Jak wszyscy. Nie mogąc spojrzeć sobie w oczy. Z wymuszoną złością, by zakryć łzy. Z udawanym uśmiechem, by móc jeszcze złapać oddech.
Rozeszliśmy się. Nasze drogi się rozeszły. Na północ i południe. Myślałam, że jak rzeki, w pewnym momencie zeszły się w jedną i razem miały wpadać do morza. A okazało się, że to było tylko skrzyżowanie na drodze dwupasmowej i po zmianie świateł na zielone każde z nas ruszyło w inną stronę.
- I co teraz zrobisz, Mała?
- Chciałam to wszystko rozpieprzyć. Naprawdę. Chciałam iść nad wodę i z wściekłością powiedzieć miałeś nauczyć mnie pływać. I wziąć się w cholerę wrzucić do tej wody i już z niej nie wyleźć. Miałam sobie przeciąć tętnicę szyjną, że niby przez przypadek przy obieraniu truskawek z szypułek. Ale cholera nie mogłam. Może jakbym miała pistolet, to zrobiłabym to bardziej spektakularnie. Tak na śmierć. Ale, cholera, to bez sensu. W sumie to już prawie wypłakałam wszystkie łzy. Czasem tylko wyrywa się ze mnie krzyk i duszę się powietrzem. Ale to tylko, gdy jestem sama w domu. Bo wiesz... gdy ludzie pytają co u mnie, mówię im, że w porządku. Wiem, że kłamię jak z nut. W sumie to zawsze kłamałam. W końcu nie mogę pokazać, że nie jestem aż tak silna jak im się wydaje.
- Czemu zatem mówisz mi o tym?
- Nie wiem. Chyba dlatego, że jesteś pierwszą osobą, którą spotkałam po tym rozstaju dróg i nie jestem już na tyle silna, by powstrzymać swój smutek. I bardzo Cię za to przepraszam. I proszę... Nie wątp w miłość. Ona istnieje mimo, iż czasem trzeba odejść od ukochanej osoby.
- Jak mam nie wątpić, gdy widzę Cię taką? Ciebie, która zawsze mówiła, że miłość to szczęście. Jak mam nie wątpić?
- Po prostu. Uwierz w nią jeszcze bardziej. Ty uwierz w miłość, a ja może uwierzę, że może jeszcze go spotkam, może w następnym życiu... już tak bez przeszkód...już tak na tej samej drodze... będzie szedł z naprzeciwka... stanie przede mną i pójdziemy razem w jedną stronę...




















































już jest cały twój




wtorek, 14 czerwca 2011

Ja oczy mam tylko w wilgotnym miejscu...
Ja tylko czasem zapominam jak łapie się powietrze...
Ja krzyczę tylko dla rozluźnienia strun głosowych...







niedziela, 12 czerwca 2011

czwartek, 9 czerwca 2011

wizytówka, że hoho :D





128 zdjęć. 12 godzin obrabiania. 20 minut składania.
dłoni użyczył mój przegenialny, przecierpliwy i dzielny brat.
takie na zaliczenie.
pierwsza animacja poklatkowa w życiu.

( robione ręcznie, przycinane ręcznie-na-oko )




poniedziałek, 6 czerwca 2011

nie mam ramion dla ciebie


W tych ramionach znajduje się bardzo ciepłe miejsce. Powiesz pewnie pachnie miętą. Tak. Pachnie. Jak pokój imperatorowej Rosji. Obojczyki. Kości ramion. Długa szyja. Jej plac Pigalle. W tych ramionach nie będzie pustki ani wiatru. Będzie morze i góry. I jeszcze kilka śladów słońca.








---

( wyczerpana...wymęczona... a jeszcze tydzień do końca sesji... albo i dłużej - zależy jak sprawy się potoczą. )



Nie...Nie... Nie... !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

niedziela, 5 czerwca 2011

padła mi bateria

jestem cała wyczerpana, zmęczona, pospadana na podłogę.
od włosów po stopy cała w węglu i ołówku.
ale jeszcze gdzieś jest ta siła, która bezpiecznie pozwala mi dojść do łóżka.



zasypiam. na dziś dość.
jutro znów pracy mnóstwo okrutnie.