środa, 28 marca 2012

328.

 ( wygrzebując starocie )

Wraca się tylko w Twoją stronę. Tę ciepłą i miękką od skóry i słów. Tam nawet wiatr wieje bardziej przezroczyście. A My w ścianach całych w niezapominajki po cichu przemierzamy kontynenty dłoni i ucieleśnione konstelacje gwiazd.







( jutro Wracam do Domu. z wiatrem czy pod wiatr. w deszczu najpewniej. w spokoju. ) 

poniedziałek, 26 marca 2012

328. Mój Ci On





[ Bezkarnie obijam się o wszystko wokół. ( nie zauważam ścian ) ]












niedziela, 25 marca 2012

327.


Wcześnie kładę się spać. Całe dnie spędzam w ogrodzie. Zrobiłam ciasto. Robię album ( usłyszałam, że może być to coś bardzo pięknego ). A poza tym. To jest mi dobrze i nie chce mi się pisać, bo weny piśmienniczej nie posiadam na zbyciu. I od czwartku, co ranek robię zdjęcia 25 białym tulipanom stojącym przy łóżku i Jackowi zaraz po przebudzeniu.

pozdrawiam.

piątek, 16 marca 2012

326.



Tak. Wiosna przyszła i nie przestanę o tym pisać chyba do następnej. Nasza pościel w kwiaty przesiąka wiatrem i słońcem za oknem. W ramach przerwy poszłam do ogrodu, podlałam trawnik :) i zmiotłam podjazd, po czym usiadłam na zejściu do ogrodu i wygrzewałam się w słońcu, słuchając śpiewu ptaków, kołysania się gałęzi, a mała biedronka chodziła po moich spodniach. Miejmy nadzieję, że będzie tak pięknie aż do późnej jesieni ;) A z racji tego, ze od tygodnia żywię się marchewkami, jabłkami i w ostateczności tyciunią porcją obiadu, taką na dwa kęsy, to wstawiam zdjęcia z jednej z warszawskich knajpeczek. Ta jest typowo lunchowa, na przegryzienie czegoś. No i jak się okazało, to miejsce pani Gessler. Szczerze... początkowo byłam sceptycznie nastawiona, ale gdy tylko spróbowałam cudownie czekoladowego brownie to odpłynęłam i zakochałam się zupełnie :D No i te cudne smoothies z truskawek i świeżych ananasów. Coś wspaniałego ( na dodatek z racji, żeśmy z Beti były takie urocze, dostałyśmy dużą porcję, choć chciałyśmy małą, bo gdzie to tak tyle tego...ale, ach...no :) ). A za tydzień może w góry... ;)


pozdrawiam Was słonecznie :)

czwartek, 15 marca 2012

325.


Widziałam dziś dwa klucze żurawi otwierające niebo ( kiedyś te klucze je zamykały, ale dziś już są inne czasy ). Leciały cicho, bezgłośnie. Słychać było jedynie lekki dźwięk uderzających w powietrze skrzydeł. Od kilku dni w pobliskich, kołyszących się jeszcze sennie brzozach, nie skrzypiących jeszcze od ciężaru liści i gorąca, śpiewają ptaki. Nieśmiało nadal, jednak coraz głośniej, donośniej, barwniej, na coraz więcej głosów, w różnych tonacjach. Samo Słońce ociepliło dla nas swoją twarz. Nie jest już chłodnym okręgiem na niebie, niebieskim światłem, które nie ogrzewało dłoni. Teraz budzi nas cytrusowymi promieniami, a ja mogę siadać przy dużym oknie i grzać się jak kot ( i tak nadal te dłonie mam zimne, bo cała krew krąży w okolicach serca ). Myślę, że jest pięknie.



( wzięłam się w końcu... wybieram zdjęcia do albumu, czyszczę od nowa duże pliki, bo ja, o zgrozo lekko przytępa czasami, zazwyczaj zmniejszałam zdjęcia i czyściłam itd. na małych... nosz... szukam w głowie słów do zdjęć i tytułu dla samego albumu. muszę także w końcu wyciągnąć spod łóżka materiały do pracy licencjackiej, bo to aż wstyd i trzeba znów wziąć się za pisanie, bo czas goni. no i już coraz poważniej myślę, tzn. już zupełnie poważnie, no bo trzeba znaleźć pracę w Warszawie w swoim zawodzie  ;) ... no i dużo przyziemnych spraw, co mnie ostatnio wkopały w ziemię, ale już się wykopuję i idę... poza tym... jem tylko marchewki...i inne sałaty, bo trzeba odpuchnąć :D )

środa, 14 marca 2012

szybka kolej miejska


(Wtedy jeszcze było biało...to było dawno. ) 


Wszędzie wiosna. Bazie kwitną. Czajki skubią pola. A co najważniejsze - żurawie brodzą w rozlewiskach, wygrzewają się w ciepłym świetle powoli zachodzącego słońca. 
A ja mogę już chodzić w oksfordach i nie zapinać płaszcza. Tylko miodowy szalik plącze się między nogami. Wiosna. ( I nawet nie denerwują mnie kurczaki i zające wepchnięte we wszystkie witryny ). 



---

P.S. Zapraszam w imieniu Jacka na wspaniałe i twórcze spędzenie czasu podczas fotograficznych warsztatów. Atmosfera jest naprawdę magiczna. Mnóstwo rolek z filmem naświetlonych z uczonym przez Jacka namysłem. Tak prawdę mówiąc, to ja nie umiem tego objąć w słowa jak jest... Jest pięknie. >>  http://fotografiarodzinna.eu/?page_id=221 << ( wyjściowy termin 24-25 marca ).




poniedziałek, 12 marca 2012

niedziela, 11 marca 2012

wiatr wywiał ze mnie wszystko, co dobre


jestem lżejsza od fotografii, z których będziesz mnie teraz wycinać
nic nie czuję i tak jestem martwa



sobota, 10 marca 2012

zapięci na jeden płaszcz i jeden rękaw


Ubrania śpią w jednej szafie, piorą się razem w pralce, suszą się wymieszane pod oknem. Chodzę w Jego swetrach, gdy jest zimno, bo nie lubię damskich swetrów. Ubieram Jego spodnie, gdy wszystkie usmaruję podczas robienia obiadu ( zatrzymują się w najszerszym miejscu moich bioder ). Lubię ten stan rzeczy.To bardzo miłe, gdy przychodzi w pachnącym wiatrem płaszczu do łóżka, gdy ja jeszcze śpię.


-----

No to kochani... Skończyłam stronę. Teraz już będę dodawać tylko nowości. Podaję link. http://szumowska.pl/


---

P.S. Koncert był wspaniały. Gdy tylko Ania wyszła na scenę, to ja się poryczałam ze szczęścia i cały koncert mi te łzy leciały. Stałam wtulona w J. i coś tam wyłam przy każdej piosence ( na pewno wyłam, bo nie słyszałam słów wydawanych z siebie ). Ładnie, pięknie...wszystko idealnie... Magia. 


wtorek, 6 marca 2012

tęskniąc


Odliczam godziny. Zupełnie jakbym miała Cię nie widzieć tygodniami, miesiącami. Mam świadomość, że jak zazwyczaj, to tylko 3 noce dzielą mnie od Ciebie. Miło jest mieć tę świadomość i móc czekać, żeby wrócić do Domu. Tęsknię, bo tak dziwnie po miesiącu wyjeżdżać od Ciebie na krótkie trzy dni. Jeszcze tylko dzisiejsza i następna noc... I już.


---

Sukcesywnie dodaję kolejne zdjęcia na swoją własną stronę :) już nie mogę się doczekać kiedy dodam wszystko co chcę i mieć to po prostu z głowy :) Wrzucam zdjęcia od samych początków aż po dzisiejsze czasy :) taka zmiana w widzeniu i tematach, które kiedyś... takie... jakieś... :) a w czwartek Jacenty zabiera mnie na koncert Ani Dąbrowskiej i mną nosi. Ach. Przecież ja nigdy nie byłam na żadnym koncercie...

niedziela, 4 marca 2012

mówię: żegnaj zimo i nie wracaj.

 ( fake polaroids ) 


Mówią, że jestem inna niż tutaj. To prawda. Jestem o wiele bardziej głośna, czasem przeklinam ( ale staram się nie... ale w żartach lubię ), dużo żartuję, mam czarny humor, często jestem ironiczna, jestem także szczera aż do bólu i surowa w ocenie ludzi, którzy odpychają mnie swoim jestestwem. Mówią mi, że tutaj jestem taka cicha i delikatna. To prawda. Możliwe. A możliwe, że jestem po prostu naturalna, a może raczej naturalistyczna, choć trochę liryczna. W środku zawsze poszukuję ciszy, uwielbiam chwile zatrzymania się. Chowam się przed światem, gdy jestem już trochę nim zmęczona. Chowam się czasem za drzwiami przed swoimi wybuchami, chowam wybuchy słów, których ludzie nie chcą słyszeć. Lubię być cicho, ale lubię także dyskutować. Lubię być spokojna, ale lubię także się śmiać. Jestem poważna, ale z drugiej strony uwielbiam żartować. Każdy z nas ma swoje cichości i delikatności, które skrywa tylko dla siebie i dla najbliższych. Czemu to, co piszę wydaje się być melancholijne? Nie wiem... Bo może, gdy opowiada się po cichu, to wydaje się być smutno? Nie wiem... Lubię być cicha. Cicho opowiadać. Tylko często w zwykłym życiu, nie-pisanym, mi to nie wychodzi. A może to i dobrze?



P.S. Po warsztatach numer dwa. Zupełnie inni ludzie niż poprzednio. Bardziej cisi i spokojni. Może ze względu na większe doświadczenie? A może po prostu taki sposób bycia? W każdym razie dziękuję za ten czas. Było inspirująco i przemiło. :) ( I dziękuję Jackowi K., że siedział ze mną do drugiej nad ranem i rozmawiał, gdy reszta poszła spać. :D )

czwartek, 1 marca 2012

niezamknięte ramy


Chciałam coś powiedzieć, ale z głowy mi wypadło, obiło się o kant stołu i się potłukło. Nic. Kolejny dzień nie potrafiący wykrztusić z siebie kłębka smutku. Nieważne. To co ważne jest w sercu. A kilka wspomnień włożyłam w ramkę. Pierwszy śnieg. Pierwszy dzień. Pierwsza fala. Pierwszy kwiat. Pierwsze światło. Pierwszy deszcz.

Kocham. Ale nie znaczy, że muszę kochać wszystkich wokół, że wszystko musi mi się podobać.