sobota, 31 grudnia 2011

New Year


Chciałabym Wam życzyć cudowności Nowego Roku. Uczuć wybuchowo kolorowych jak niebo w Sylwestrową noc. I czasem tej upragnionej ciszy, tak jak pierwszego dnia stycznia ( ;) ). Wymarzonych podróży i spotkań. Nowych doznań, ale także celebrowania tych, które się powtarzają, odczuwania ich za każdym razem na nowo. Ciepła. Kilku gorących Słońc w sercu. Spokojnych dłoni. No i oczywiście spełnionych marzeń, miłości, godnego życia i umiejętności przebaczania.
No i nieważne czy Was znam czy nie. Jeśli zaglądacie tutaj nawet po cichu, ale z sympatią, no to ja Was pozdrawiam. Ale nawet tych co to z niewiadomych przyczyn mnie nie lubią, mają mi za złe, mają dziwne pretensje, choć nie mają powodu... tych, którzy przestali się do mnie odzywać i tych, którzy obgadują mnie za plecami także ;)

Tulam Was i całuję ;)
Eve

czwartek, 29 grudnia 2011

no bird call




Ten ból został, choć już dawno nie pamięta przyczyny. Jakaś drzazga w palcu lub między zastawkami. Coś nadal drży, gdy budzi się w środku nocy i wydaje się, że ktoś przyszedł do niej poprzez zakamarki przyśnień. Spłowiałe rzęsy szeleszczą nieprzytomnie. Jeszcze nie śpiewają ptaki schowane między gałęziami siwego dębu. Później sen jest płytki jak łyżka z syropem na kaszel, a przejście między nocą a dniem wygina się na wszystkie strony świata. Ona zaśnie i zapomni, że czegokolwiek bała się po przebudzeniu, że ktoś złapał ją za rękę, dłonią kościstą, z palcami zaklejonymi plastrami i kilkoma obrączkami przywiązującymi do innego życia. Snów się nie pamięta tak samo jak przebudzeń i zaśnięć. Nagle umiera się wraz z przeszłością minionego dnia.






wtorek, 27 grudnia 2011

Alina

gdy śpisz wchodzę we wnętrze Twej zaciśniętej dłoni





Dni powinny być coraz dłuższe, a są jeszcze bardziej zimne i ciemne. Gdy jestem sama w domu,  już nie tylko nocą, ale także w dzień, muszę zapalać światło przed sobą, żeby mieć pewność, że żaden strach nie kryje się za ścianą. A może Ziemia zmieniła kąt położenia i teraz jesteśmy tam, gdzie zwykle bywają noce polarne, tyle, że brak nam zorzy. Boję się Zabójczego Boba, zatem te ciemności nie sprzyjają za bardzo. Trzeba chować się pod koc tak, żeby nie wystawały stopy.
Arvo Part - Alina.

niedziela, 25 grudnia 2011

...

Ludzie zaczęli mówić ludzkim głosem. 



---

Oglądamy Miasteczko Twin Peaks odcinek po odcinku, pijemy wino za winem, ja ogrzewam sobie " brzuchol pięciomiesięczny " termoforem w sweterku, J. podchrupuje orzeszki, a ja z kolei latam co rusz do lodówki wyciągając coraz to inne potrawy ( no bo trzeba to wszystko zjeść, a później schudnąć jakieś 10 kg :D ). Przepiękne Święta. Ubrana to jest tutaj tylko choinka, a wigilijny stół został doszczętnie wykorzystany :D 

piątek, 23 grudnia 2011

dead boy's poem

                                                                        Płatki śniegu wbiły jej się w powieki i odtąd nie mogła przestać płakać.




---

Wszystkim życzę odnalezienia Siebie. 
- Eve. 


 

wtorek, 20 grudnia 2011

200 lampek


 Choinka pachnie igliwiem i piernikami. Żarzy się ciepłym blaskiem w salonowym rogu. Śnieg cicho sypie za oknem, pokrywa świat milionem blasków. Wieczorny spacer oprószony śmiechem, śnieżkami i chłodem wrzucanym za kołnierz ( lubię chodzić na spacery z Tobą i nawet narzekać, że zimno, tylko po to, by wracając docenić ciepło Twoich dłoni i domu ). Śledzie przechodzą przyprawami w lodówce, a pierniki dochodzą do siebie. Przed nami jeszcze klejenie pierogów z kapustą i grzybami i jeszcze tych z dziką różą, gotowanie barszczu, pieczenie sernika z makiem i drożdżowych ślimaczków raz z makiem, a raz  cynamonem, pieczenie karpia w soli i kombinowanie z sosem do niego ( bo zgubiłam przepis... ), i jeszcze tarta z kapustą i grzybami i żurawiną. No i jeszcze rysowanie portretu mojej babci w rozmiarze 140x200 cm.
I tak płyną dni. Choć są chwile, w których chowam łzy pod kołderką z milczenia.

mandarynek smutny smak


Mandarynka jedna za drugą. Plamy po rozlanej wodzie z cytryną. Wszystko smakuje gorzej zaraz po tym, gdy wymyje się zęby i świat robi się miętowy. Trzeba zmyć naczynia. Rozebrać się. Ubrać choinkę. Nigdy nie lubiłam świąt, ale te chyba będą piękne...

niedziela, 18 grudnia 2011

Dance


Wyrosłam z tych wszystkich smutków i żali przelewanych na "papier". Dziś mam swoje słowa, swój szereg ludzkich uczuć, które wtulam w najsilniejsze ramiona na świecie.





Zapraszam na Warsztaty w Złodziejewie z Jackiem Gąsiorowskim i Ewą Szumowską :) I nawet ja coś tam poględzę :)

sobota, 17 grudnia 2011

Bo pierniki, jak mężczyżni...


Nie mamy stolnicy, ale jest blat. Nie mamy wałka, ale są butelki. Mamy wino, ale ganiamy się po mieszkaniu chcąc zabrać sobie butelkę z piwem. Pachnie przyprawami korzennymi, cynamonem i lukrem. Mandarynki obierają się do ostatniej białej żyłki. Śmiech do rozpuku i trzy pudła pierników ozdobionych odciskami moich kolczyków i bransoletki, lukrem i kolorowymi groszkami. No i z ostatniego kawałka ciasta miniaturowy penisek :D W mediach trąbią, że Polskę pustoszą wichury i inne kataklizmy, zatem cierpliwie wyglądamy latających domów, krów i starych babć za oknem, ale nic, nawet kawałka reklamówki... Zmarła Pani od przepięknego wykonania Besame Mucho. A ja piję herbatę z cytryną i na prośbę J. wstawiam tutaj głuptakowe pstryczki ;)

wtorek, 13 grudnia 2011

lunatic soul


Nadgryzione ciastko korzenne. Niedopita zielona herbata w kubku w truskawki. Piosenki z bajek Disney'a, z których, gdy raz się je usłyszy, nigdy się nie wyrasta ( czemu dziś dzieci nie oglądają tych bajek ? ). Przewracam się między ołówkami. Zamiast w/w utworów wspaniały, wspominany już wcześniej Nigel Kennedy. Długie wyprawy, długie rozmowy i szybkie picie wódki w uczelnianej łazience z okazji obchodzonych 13 dni temu urodzin. Nadal twierdzę, że nie znoszę bibliotek odkąd wszystko jest internetowe i nie można wynosić książek do domu. Szukanie ładnych słów pod językiem. Szukanie epitetów, których jeszcze nikt nie spisał, w końcówce warkocza. A niedługo zacznę odprawiać indiańskie tańce, żeby w końcu spadł śnieg, bo póki co ta przedzima to taki ni pies, ni wydra. Jeśli nie spadnie do 23 grudnia to zaczynam strajk głodowy albo wyjeżdżam na stałe do Norwegii ( w sumie jedno i to samo ; ) .

Pozdrawiam ciepło
- mniej zbuntowana Ewa.



( polaroidy z Rzymu robione z wepchanym  w usta lodem pistacjowym na Piazza Navona )

chałka z masłem i dżemem jagodowym

I stąd znikam powoli. Może jestem zachłanna, ale wszystko chcę mieć dla siebie. Wspomnienia, myśli i zdjęcia. No w sumie dla siebie i jeszcze kogoś. No ale nic. Nic to. A może po prostu szanuję siebie i uczę na błędach przeszłości. Powtarzam się, ale tak... internet nie jest dla mnie, nie jest dla tych, którzy siebie szanują. Ot. Cała filozofia.  Wstawiam zdjęcie jak świat stare typu "pokaż pachę" i idę spać. Wiem, że nie piszę ostatnio nic sensownego i nic lirycznego... ale... i to chcę mieć dla siebie.

sobota, 10 grudnia 2011

żółty melonik


Dni płyną przedziwnie. Ni to szybko, ni to wolno... Może po prostu zgodnie z obowiązującym czasem środkowoeuropejskim zimowym. Przez tych kilka dni za bardzo przyzwyczaiłam się do słońca i ciepłego powietrza przeplatającego się pomiędzy włosami. Polska pogoda zastanawia się na razie czy zesłać nam śnieg jak mannę z nieba, czy jeszcze ulice wlewać nam do butów wraz z  deszczem. W kremowym luźnym swetrze krzątam się po domu od czasu do czasu wypijając kubek herbaty, filiżankę kawy bądź szklankę wody. Wieczorami siadam na sofie z kieliszkiem Porto w jednej dłoni, i z Tobą w dłoni drugiej. Taki jest mój początek odległej zimy, na którą, jak nigdy, czekam. Cichy. Powolny. Spokojny. Pełny muzyki i chęci na śpiew i taniec. Taki śpiew całą sobą. Bo mam dość nucenia pod nosem.



Pa.

środa, 7 grudnia 2011

trzy kropki

Nigel Kennedy. Preisner. Kayah i Bregovic. Olsztyn. Polaroidy na kolanach. Kilka pruszków śniegu. Susan Sontag. Zbyt dużo energii, by zasnąć. Więcej rzeczy Tam niż tu. Więcej mnie Tam niż tu... Kasztaniaki. Stopy machające w rytm muzyki ( tańczyć, śpiewać, kręcić się w kółko i upadać ze śmiechem ). W głowie muzyka i pianino i ... Czekając na czwartek. Czekając na jutro. Lista rzeczy do zrobienia tylko w planach. Dobrze mieć kilka przyziemnych planów, żeby za bardzo nie odlecieć.
Poza tym... usunęłam zdjęcia z portfolio. I poza tym, to wspaniale było mieć chociaż raz urodziny latem.

Pozdrawiam Was bezzdjęciowo ;)

niedziela, 4 grudnia 2011

wrócili

Mieszkanie mieściło się 5 minut od dworca Roma Trastevere, ale my szukaliśmy go 1,5 godziny, przechodząc obok jakieś 10 razy. Klatka 104 wydawała się klatką widmo, gdyż między numerem 102 a 106 nie było nic... do czasu, gdy J. nie podszedł bliżej i zobaczył trzy złote cyfry kryjące się z wrednym uśmiechem za palmą. Pokój z łożem małżeńskim, z wyjściem na taras, na którym jedliśmy śniadania i piliśmy wino ( nie ma to jak Włochy... przepyszne wino za niecałe 2 euro... ). Długie spacery, przedługie. Od rana do nocy. Kilkadziesiąt kilometrów schodzonych przez 5 dni ( pod koniec nasze nogi odmawiały posłuszeństwa, dlatego z Tyber jeździliśmy na gapę tramwajem... aczkolwiek, pierwszego wieczora, przeszliśmy tyle nieubłaganych kilometrów, a na dodatek nie dogadaliśmy się co do drogi powrotnej, także tego wieczora moje nogi były tak rozjechane na boki i tak mnie bolały biodra, iż stwierdziłam, że czuję się jakby wydymało mnie 15 murzynów, z czego J. śmieje się do dziś ). Watykan i Bazylika św. Piotra , Forum Romanum, Kolumna Trajana, Kościół Il Gesu ( znaleziony przez przypadek ), Panteon, Piazza Navona z festynem świątecznym i karuzelą, Fontanna Di Trevi , Schody Hiszpańskie, Plac Argentina, gdzie mieszka kilkadziesiąt kotów, Festiwal Czekolady na Trastevere ( wybrałam białą z kandyzowanymi truskawkami ) i mnóstwo innych miejsc, setki małych uliczek zatybrza i tych po drugiej stronie Tybru. Najprawdziwsze lody pistacjowe. Przepyszna pizza z grillowanym bakłażanem i pomidorami ( smak niepowtarzalny ), ciasto z cytrynowym kremem jedzone przy Bazylice św. Piotra. Cukiernie, pizzerie, restauracje z przepięknymi wnętrzami. Sklepy o witrynach jak z bajki. Ten gwar i hałas i donośny głos. Magia. Mogłabym wspomnienia wymieniać godzinami, ale nie da się tego ogarnąć. I tego bezchmurnego nieba z lejącym się słońcem na nasze twarze. I tych zapachów i kolorów. Chce się tam wracać jak najszybciej...