czwartek, 3 marca 2011

wychodzą słońca


Stawy bolą mnie na zmianę pogody. Na zmianę pogody we mnie. Idzie po mnie wiosna. Powoli spaceruje po mojej twarzy jaśniejszej od śniegu. Wcześniej wstaje słońce, zachodzi później. Przebiśniegi wykluwają się i pchają przez skórę na powierzchnię. Jest jaśniej, cieplej. Już dawno we mnie po odwilży, po mroźnym wietrze znad Morza Północnego. Teraz już tylko cieplejsze myśli, promienne gesty i spokojny wiatr, bezpieczny, lekko wiejący w żagle. Trzepot motyli, drżenie przebiśniegów. I zamiast żył mam korzonki zielonej trawy, a na końcówkach włosów zakwitają pąki drzew.



Kiedy przebiśniegi zakwitną i wyjdą na powierzchnię mojej jasnej skóry, zasadzę dwa w małej doniczce i będę się nimi opiekować.





środa, 2 marca 2011


Ze smutkiem trzeba tak walczyć, jak z chorobą. Nie dopuścić, żeby się stała chronicznym stanem, nałogiem myśli i uczuć. Trzeba mu przeciwstawić cele i dążenia, które pozostały żywe, trzeba przeciwstawić obowiązek względem ludzi- ludzi bliskich i Tobie oddanych. Rozumiesz?... Jest w Tobie więcej sił, niż Ci się teraz zdaje.

S. Witkiewicz




To był dzień spokoju. Kocimi oczami o cieniutkich źrenicach spoglądałam na życie. Przeszłość. Decyzje. Chwile słabości. Kłótnie. Są sprawy i zachowania, których żałuję całym sercem, ale niestety nie mogę ich cofnąć. Mogłabym je tylko naprawiać. Ale jednak dochodzę do wniosku, że... nie jest źle. Że warto. Warto żyć tym życiem, które się dostało i dbać o to, by być z niego dumnym na końcach, choć trochę zadowolonym z tego, że człowiek jednak się nie poddał, choć miał tyle okazji, tyle siniaków...




Idę na zakupy. Po warzywa, owoce i herbatę.

20 dni do wiosny


Odliczam dni do przebiśniegów i rozpuszczonych włosów. Pomału. Po-cichu. Szeptem jasnym i ciepłym. Oby kwiaty dźwięczały jeszcze jak zeszłej wiosny. Oby włosy przesiąkły słońcem. Parki mogłyby być tylko mniej samotne, pełniejsze, zapięte na jeden płaszcz, na jeden rękaw. Martwię się o ławki na zapas i o korale słońc na twarzy.


Słońca są na tym świecie przynajmniej dwa. Przynajmniej cztery.








wtorek, 1 marca 2011

xxx


( skradzione 22 x 2009 z Pałacu Ujazdowskiego , z jesiennego pokoju, w którym mogłabym zostać )




poniedziałek, 28 lutego 2011

siedem pięter w dół


Moje życie jest w moich własnych chłodnych rękach. Nie mów mi zajmij się swoim życiem, bo ja nic innego nie robię. Zajmuję się swoim życiem. Wychowuję je. Śpiewam mu kołysanki i czytam na dobranoc. Oglądam z nim filmy i dużo razem płaczemy. Czasem się trochę gubimy, ale w końcu odnajdujemy drogę. Dużo uczę moje życie. Uczę je także patrzeć na świat nie tylko barwami Caravaggia, ale także tymi z obrazów Moneta czy Renoira . Czasami wymyślamy własne barwy, o których istnieniu nikt nie ma pojęcia. Uczę moje życie jak przeżywać. Jak czuć. Jak cieszyć się drobnym szczęściem. Jak kochać. Uczę je także jak się złościć, jak zachować twarz, jak być silnym. Życie wie, że musi przeżyć. Moje życie wie, co jest w nim najważniejsze. Moje życie wiele razy upadało, ale zawsze wstawało dzielnie i szło prosto mimo zdartych kolan i wnętrz dłoni. Czasem razem słabniemy, bo jak wszyscy mamy swoje achillesowe pięty, gorsze dni i chwile przeznaczone na smutki.
Moje życie jest, mimo wszystko, uśmiechnięte. Moje życie jest odważne. Moje życie nie narzeka na brak zainteresowania. Zatem nie mów mi zajmij się swoim życiem, bo ja się nim ładnie zajmuję.
Tylko jest mały problem... Otworzyłeś mi kiedyś drzwi i wpuściłeś mnie do swojego życia. I chyba jakaś mała część mnie została tam, za drzwiami, które zamknąłeś, a ja próbuję ją odzyskać.





Puk, puk ...



z deszczu wyzeta








ze światła, z tęsknot









niedziela, 27 lutego 2011

Pregi





Cała w dreszczach. Cała we łzach. Wewnętrznie rozpruta. Rozsypana na kawałki. Trochę minie zanim znów stanę się względną całością. Znów. Znów mi to zrobił ten film. Ta cisza, która krzyczy. To milczenie pełne bólu. Samotność, którą za każdym razem, gdy go się ogląda, lepiej się rozumie. Góry, za którymi okrutnie tęsknię. Dialog w kawiarni, który otwiera oczy, są jeszcze większe i już nie patrzą w ekran, tylko gdzieś głęboko w siebie. Miłość, która nie wiadomo jak się skończy...

Drżę. Płaczę. Trzęsę się cała. I zwijam się w kłębek. I chowam ręce między udami.




Mam Pręgi na sercu ...








edit:

Pisz do mnie czasem, bo umieram...








sobota, 26 lutego 2011

było juz pierwsze słonce


Oglądam dużo filmów i podczytuję książki ( ostatnio Sercątko , ale przez tę chorobę litery rozjeżdżają się i łączą się w język zupełnie niezrozumiały ... jednak z tego, co zdołałam przeczytać, powiem, że jest to coś ... wspaniałego... poza tym, muszę iść do okulisty ). Zdjęcia robię tylko zachodom słońca, które ostatnio były wybitnie piękne ( i samolotom wyglądającym jak spadające w zwolnionym tempie gwiazdy i kominowi za lasem, który tworzy chmury przed każdym wieczorem ). Zostałam sama w obu pokojach, do których mam klucz. Mogę jeszcze doliczyć dom , tam pewnie też jestem sama. Przedziwnie brakuje mi towarzystwa, ale to może choroba powoduje jakieś zachwiania tożsamości ;) . Akademik rozbrzmiał muzyką, windami i wodą spod prysznica. Jednak niezbyt głośno, to dobrze. I na koniec melduję, że jak tylko mogę, na ile jestem w stanie zmusić się do systematyczności, trzymam się przepisu na rychłe zdrowie. I odstraszam wampiry ( przynajmniej nie będę wstawać z podrapanymi udami i brzuchem ).



( Ostróda 2011 )


P.S. Od wczoraj chodzi za mną taka piękna myśl, którą kiedyś ktoś napisał w książce, a ja poczułam, jakby ktoś pisał na maszynie na moim sercu, zamiast na kartce...
miłość to wolność.






( na zdjęciu Ola S. )

piątek, 25 lutego 2011

czerwone prześcieradła











zbrodnia i kara ( czyli szukanie skrzydeł... )






P.S. Kiedyś myślałam, że "Zbrodnia i Kara" to " Zbrodnia Ikara"
P.S. II. Może niedługo jedno z tych zdjęć zobaczycie... gdzieś ;)