Odliczam dni do przebiśniegów i rozpuszczonych włosów. Pomału. Po-cichu. Szeptem jasnym i ciepłym. Oby kwiaty dźwięczały jeszcze jak zeszłej wiosny. Oby włosy przesiąkły słońcem. Parki mogłyby być tylko mniej samotne, pełniejsze, zapięte na jeden płaszcz, na jeden rękaw. Martwię się o ławki na zapas i o korale słońc na twarzy.
Słońca są na tym świecie przynajmniej dwa. Przynajmniej cztery.
Jakie 20!? U mnie za oknem wiosna. Będąc na dworze czułam wiosnę w nozdrzach, na policzkach i za uszami. WIOSNA!
OdpowiedzUsuń