sobota, 21 grudnia 2013

matko boska!


Czytam sobie jakiś artykuł, wywiad z pewną panią ( nazwiska mnie nie interesują ), bo coś mi mignęło przed oczami. W sumie pani mówi tam krótko, zwięźle i na temat. Niby wywiad zrobiony po to, by panią zrozumieć itd, ale w komentarzach zaczyna się jatka. A mnie skręca już i mam ochotę walić głową w mur, gul sięga zenitu. Jeny! W jakim ciemnym kraju my żyjemy! I wiem, że to żadna nowość, ale zazwyczaj staram się o tym już nie myśleć, skupić się na inteligentnych ludziach, którzy mają jakieś słuszne poglądy ( nieważne czy "lewackie" czy "prawicowe", bo zawsze idzie się z kimś dogadać, ja sama nie jestem ani lewacka ani prawicowa, bardziej jestem po prostu życiowa ). A tu znów jak grom z jasnego nieba. Że to straszne, że morderczyni, że to, że tamto... I to w 90% komentarzy. Bo co pani chce zrobić? Usunąć ciążę. I oczywiście, że było się nie puszczać, było zachować wstrzemięźliwość, teraz niech się męczy, morderczyni.
I ja pytam - czemu ludzie są tak skrajni, czemu innym narzucają swoje poglądy? Tak naprawdę zakaz usuwania ciąży pochodzi z wiary katolickiej, choć w biblii nic nie było napisane ( tak samo nikt w biblii nie napisał, że antykoncepcja to czyste zło :D ). No ale dobrze... Ok. Są ludzie, którzy wierzą, chodzą do kościoła i wybiórczo przestrzegają pewnych praw. I bardzo się z tego cieszę i bardzo fajnie, że im to kształtuje życie i niektórym przynosi radość. Ale dajcie spokój, proszę! W normalnych, cywilizowanych krajach jest taka możliwość, że kobieta może ciążę przerwać, jak przychodzi do lekarza 15latka w ciąży, to lekarz mówi " lepiej, żebyś usunęła". I to jest racjonalne. Czemu ludzie, którzy z kościołem nie mają nic wspólnego mają przestrzegać jego "praw"? Seks to przyjemność, nie powinność, która ma służyć tylko prokreacji. A to czy chcemy dziecko, czy nie też powinno zależeć od nas. Czasem niektórzy nawet wewnętrznie chcą, ale sytuacja w naszym kraju dla większości raczej nie daje możliwości godnego życia, a co mówić wychowywania dzieci, gdzie za przedszkole trzeba płacić, mieszkanie trzeba wziąć na kredyt itd itd. Dlaczego kobieta, która została porzucona ma urodzić niechciane dziecko? Dlaczego kobieta, która nie jest gotowa na bycie matką ma rodzić dziecko? Dlaczego kobieta zgwałcona ma rodzić to dziecko? Dlaczego kobieta z chorym płodem ma rodzić dziecko bez głowy? Dlaczego (bo już planują) kobieta, która poroni, ma ponosić za to karę taką samą jakby urodziła, zabiła i zamknęła w beczce na kapustę? 
I ja to szanuję, jeśli ktoś mówi " w życiu bym nie usunęła ciąży". Więc niech ktoś też uszanuje kogoś, za kogo nie odpowiada, kto mówi " teraz nie mogę mieć dziecka, będzie lepiej jak usunę w zarodku, może kiedyś będzie na to czas". Każdy ma swoje sumienie, więc jeśli komuś takie prawo by nie odpowiadało, nie musi z niego korzystać, ale dla wielu ludzi prawo do przerywania ciąży, bezpiecznego, legalnego, pod opieką medyczną, byłoby wybawieniem. Bo są ludzie, którzy nie chcą mieć dzieci, albo już je mają i już więcej nie chcą, nie mogą, zabezpieczają się po uszy, a jednak czasem nie przytrafi. Dla mnie seks to nic złego, to coś pięknego, łączenie się dwóch osób w jedność, przyjemność, uniesienie. Nie robi to nikomu krzywdy, że kogoś kochasz... Nie jestem zwierzęciem, które stosunki ma wymuszone w dni płodne. Jest to przecież ważna sfera życia dwojga ludzi i to nie pod względem rodzenia dzieci. Więc jeśli ktoś chce uprawiać seks tylko w dni płodne i tylko po to,by rodzić dzieci, proszę bardzo. Ale dajcie też ludziom z innym poglądami żyć.


czwartek, 19 grudnia 2013

niepokoje


( listopad 2013 )

oto moje niepokoje.
http://szumowska.net/?p=827 - tutaj możecie je zobaczyć.


wtorek, 17 grudnia 2013

P jak Palermo


"Palermo (...) z  jednej strony jest groteskowe i hałaśliwe, z drugiej - dostojne i delikatne. Mimo głębokich ran nie upada na duchu. Jest prowokująco szczere i bezpośrednie jak jego mieszkańcy. Nie od razu wydaje się piękne, ale potem niespodziewanie odkrywa swoje zapierające dech w piersiach tajemnice." 
- Wim Wenders

Te dwa miesiące minęły w zastraszającym tempie. I niby w życiu nie dzieje się nic takiego, i czas powinien się dłużyć, dni mijają tak szybko. A ja przeglądam zwykłostki z ostatniego roku, który właśnie zmierza ku końcowi. Tak mało zdjęć zrobiłam w tym roku, a i tak większość z nich to codzienne zwykłostki, nic nadzwyczajnego. Ale lubię zapomnieć się w podróży i albo nie robić zdjęć, albo nie zastanawiać się za bardzo i fotografować to, co mnie zachwyci, lub wszystko wokół, jeśli jestem bez przerwy zachwycona. Tak powstało kilkanaście zdjęć z tegorocznej Norwegii, znad naszego polskiego Morza, które przywitało nas sztormem, kilka zdjęć ze spacerów czy te z ostatniej podróży na Sycylię.
I więcej chyba nie potrzeba. Osobiście mam dystans do tego, co robię, także do fotografii i nie uważam, żeby każde zdjęcie jakie robię nazywać później "dziełem sztuki". Na szczęście mam ten dystans i zwykłostki zawsze będą po prostu niezobowiązującymi pamiatkowymi pstryczkami. Nie jestem dobrą landszafciarką czy dokumentalistką, więc nie ma napięcia :)
Ale zawsze przyznam, że robienie tych zwykłostek z sercem, które grzęźnie w gardle, jest ogromnie przyjemne i jest częścią mojego życia.

Dlatego mam nadzieję, że przyszły rok będzie łaskawy dla wszystkich...i dla mnie też, i przyniesie mi pracę i możliwość podróżowania :) 

a jeśli ktoś chce zobaczyć zdjęcia z Palermo i okolic, to zapraszam na moją stronę http://szumowska.net/?p=914 :) 


Pozdrawiam wszystkich!

niedziela, 15 grudnia 2013

rany zaszywa czas, gdy czekam na kojący oddech, nieprzerwanie

( odbitka, nitka i igła, listopad 2013 )

W listopadzie powstało więcej "zdjęć" z serii "Niepokoje".
Fotografia stricte coraz mniej mnie interesuje w moim wykonaniu.
Fotografię zmieniam w coś więcej, nieżywe zdjęcia, niedotknięte palcem, tylko maszynami,
zmieniam w żywe obrazy, nadaję nowych znaczeń, zaznaczam na nich
swoją realną obecność.

 

sobota, 14 grudnia 2013

para buch

( 24x32 cm, akwarela i długopis, 2013 )

taka słodka ilustracja do tego, że zimno i wieje.
i kolory zepsute przez robienie zdjęcia w ciemnościach.

jeszcze się rozkręcę. jeszcze będę.

czwartek, 12 grudnia 2013

powiedziałeś

( akwarela, długopis, 24x32cm , 2013 )

Zawsze chciałam robić także ilustracje. Uwielbiam akwarele.
Chyba za dużo rzeczy chcę robić na raz, ale może to wcale nie jest źle.
Powoli uczę się wszystkiego na nowo.Wyrabiam palce i nadgarstek.
Dobrze mi z tym. Cieszę się jak dziecko z każdej zarysowanej kartki.

(szkoda, że zdjęcia zniekształcają trochę i pozbawiają oryginalnych kolorów,
ale skaner nie pomieści ^^ )


piątek, 6 grudnia 2013

pierwszy

( 50x70cm, olej na płótnie, 2013 )

Powroty są ciężkie. Powroty do siebie. Można wrócić po telefon zostawiony pod
poduszką, ale już ciężko wrócić po siebie, do głębin, których raczej nie chcemy dotykać.
Takie wracanie po siebie przecież może być niebezpieczne, gdyż te nasze otchłanie
są pełne prawdy o nas samych.
Jednak przychodzi taki czas, gdy zaczyna nam brakować czegoś, czego
nie potrafimy sami nazwać. Dochodzimy do tego pomału.
Później zaczyna się trudniejszy poziom, na którym
musimy zmierzyć się z przeciwnościami, słabościami i niedociągnięciami wynikającymi
z odejścia.
Tak jest z czymś, co jest zapisane niemalże w naszym DNA ( jak wytłumaczyć to, że
połowa mojej rodziny jest uzdolniona plastycznie i/czy muzycznie?).
Przychodzi czas, gdy już nie możemy z tym walczyć, krzyczeć, że nienawidzimy,
a w końcu przyznać, że to miłość naszego życia.

U mnie było tak z rysunkiem i malarstwem. Rzuciłam to w kąt na pierwszym roku studiów.
I choć robiłam tysiące szkiców rysunkowych czy malarskich, choć zamalowywałam całe połacie
papieru, to nie robiłam tego prosto od siebie i zaczęłam nienawidzić to wszystko.
Dlaczego? Bo nie mogłam iść swoją ścieżką, nie mogłam podejmować ważnych dla mnie
tematów, musiałam stracić swoją rysunkową kreskę, przez co umiejętność malowania.
A to są przecież odciski palców, to jest jak charakter pisma.
Niestety trafiłam na wykładowców, którzy kazali nam robić rzeczy straszne, pod swoje dyktando,
takie, jakie podobają się im.
Nie rozwinęłam się w żaden sposób, nikt nie wiedział co robię, nikt nawet nie chciał słuchać
od żadnego z nas, o NASZEJ sztuce.
Później niektóre osoby trafiły do jedynego słuchającego głosu serca profesora. Ja nie.
Ja musiałam terapeutyzować się sama.
Zajęło mi to dwa lata. Dwa lata po skończeniu studiów. Dwa lata, by coś zacząć i coś skończyć.
By samemu wyłapać błędy, by powoli przestać bać się dotykać mocniej płótno pędzlem, nakładać więcej farby. By odważyć się namalować swoje myśli i aby nie obchodziło mnie to, że
coś jest "niemodne" ( jak w sztuce może istnieć jakaś moda? czyż nie sprowadza jej to
do roli galerii handlowej? ).
Następnym razem będzie lepiej, odważniej, mocniej.
Ale to ważny dla mnie obraz. Bardzo przełomowy.

Bo teraz coraz więcej piszę, potajemnie rysuję i maluję.
I dobrze.

 ( tak. obraz jest na sprzedaż. myślę o aukcji :) )

___


jeśli chce ktoś być na bieżąco, to zapraszam też tutaj, taki RSS :)

___

i myślę o tym, by zebrać ludzi, którzy zechcą mi stanąć przed obiektywem, kamerą i ołówkiem
chciałabym zarejestrować pewne sprawy
nie liczy się wygląd, wiek ani płeć.
ważne, by umieć się uzewnętrznić z bólu.

 
 

wtorek, 3 grudnia 2013

gra w wisielca


Powstaje coraz więcej moich "Niepokojów". Tak nazwałam swoje "bazgroły".
Ćwiczę kreskę w "ilustracjach do życia".
Maluję już dwa obrazy.
Tylko tyle.


piątek, 29 listopada 2013

człowiek


Najbardziej liczy się człowiek.
Ulepiony. Uszyty.
Na miarę swoich możliwości.



( znów nadaję zdjęciom życia. dotykam palcem. )

 

wtorek, 26 listopada 2013

mgła


 ( zwykłostki z porannych, samotnych spacerów )

opadam jak mgła. i nie ma mnie.
coraz bardziej mnie nie ma.


---
https://www.facebook.com/odbitki - ktoś chce odbitki ?