wtorek, 5 kwietnia 2011

sny

śnił mi się koniec świata... byłam w "domu"... zerwała się przeogromna wichura i było słychać grzmoty. nagle słońce zniknęło z nieba, a w pole naprzeciwko mojego okna, przez które patrzyłam, uderzyła jakby potężna, krwisto czerwona błyskawica. huk...i koniec... zmiotło wszystko, co żywe z powierzchni ziemi. a ja patrzyłam na to i sekundę przed śmiercią powiedziałam ..... imię. I nagle cisza. Ciemność. We śnie nie czułam nic. Nie było. nic. To było tak realne. I obudziłam się. I nadal świat istnieje.



poniedziałek, 4 kwietnia 2011

cukier? nie ma cukru...



Nigdy więcej nie zakłóciła żadnego przyjęcia. Zapraszana, przychodziła. Nagle zauważali, że jej nie ma. wychodziła, nie mówiąc nic nikomu, i wracała w największym pośpiechu, najczęściej taksówką, do domu, aby położyć się na swojej poduszce i płakać w spokoju. Bo ona tak naprawdę chciała tylko pić i tęsknić. I umrzeć czasami chciała. Najlepiej na atak wspomnień.

( J. L. Wiśniewski )





---

to prawda. dużo piszę o miłości. choć to zbędne słowa - myślę. ale czy o bogu nie spisano wielu ksiąg? bo jest tak... ja wierzę w miłość, jak inni w boga. nie-obsesyjnie, nie-pokątnie, nie-na-niby. po prostu. po prostu w nią wierzę. i ludzie nie mówcie mi, że miłość, ta prawdziwa, wpędza w niewolę, że jest taka zła, że jest więzieniem. jeśli miłość byłaby najgorszym z naszych uczuć, jeśli raniłaby tak bardzo, jeśli byłaby największym cierpieniem, przestępców nie zamykano by w więzieniach, a uczono by ich kochać, kazano by im kochać. ale im zabiera się wolność. zabiera im się prawdziwe życie. zamyka im się drzwi. a w życiu jest cały świat i drzwi są otwarte... do poznawania, do szczęścia, do przeżywania, do miłości. jest wiele odmian tego uczucia. jest wiele pięknych, jak ta partnerska, rodzicielska, miłość do świata, fotografii, literatury czy nawet do robienia stołów i jeżdżenia śmieciarką. jednak są także miłości złe, które powinno pisać się w cudzysłowie. miłości z rozsądku. miłości z przymusu. miłości toksyczne, które nie powinny mieć w swojej nazwie słowa na M.




Chciałbym Cię dotknąć, lecz dłonie zaciskam w pięść.


Wyszedł i nie wrócił. Od kilku miesięcy wiszą tu jego koszule. Wyschły na pieprz, choć przez pierwszy miesiąc były nadal wilgotne od wiary. Już nie kapie na dywan. Zapach płynu do płukania ulotnił się wraz z zapachem perfum Calvina Kleina. Nie pamiętam daty jego nie-powrotu. W angielskim zaczęłabym od for. Nie ma go. Przepadł. Jak kamień w ocean. Prawdę mówiąc wcale już nie tęsknię. Od kilku miesięcy potrafię spojrzeć sobie w oczy, od kilku miesięcy mam oczy i piersi na nowo. Nigdy nie wychowywałam go jak psa, który musi leżeć w kojcu, a srać w lesie. I jestem dumna z siebie, że mógł ode mnie odejść po prostu, po cichu i, że wcale nie mam mu tego za złe. Tylko nie wiem co zrobić z tymi koszulami, które schną nadal, które mi zostawił . I nie wiem czy to jakiś list do mnie w tych koszulach, głębszy sens, czy zupełnie przypadkiem bieleją na sznurkach, czy zupełnie bez sensu.






wolność. chodzi o wolność. nikt nie każe się zmieniać. nikt nie wymaga, by zostać przy nim do końca życia. nikt nie wymaga miłości. nikt nie chce zmieniać wad ( możemy zmieniać je wtedy, gdy sami tak postanowimy ). każdy ma swoje życie, choć w miłości w pewien sposób one się łączą. ale nadal ma się także siebie. nie można kazać komuś się zmieniać. miłość to nie wynajmowanie glinianego modela, którego później kształtuje się na swój sposób. ludzi kocha się za to, jacy są, jakich poznajemy i nie wolno ich zmieniać - to morderstwo. jeśli jest zbyt wiele spraw w drugim człowieku, które nas ranią, które zupełnie nam nie pasują, które zupełnie nas hamują. nie warto niszczyć dwóch żyć przez dziwne zasady. to i tak dawno umarło.



niedziela, 3 kwietnia 2011

murmurando


czasem już tylko tego chce
pstryk




( zdjęcie z tych zwykłostek, którym ostatnio poświęciłam 6 filmów. po dłuższym zastanowieniu. tak. to było mi potrzebne. spojrzeć na świat. wejrzeć się. )



hydroxyzyna


serce. żyły. płuca.
niewydolności.
pieczenie.
blizny na rękach czerwone jak noc.
obudziły się.
nie wiem skąd.
nic z tego nie rozumiem.
przecież jestem szczęśliwa.






sobota, 2 kwietnia 2011

taaaa.... ciesz się człowieku, że idziesz odebrać skany, a później siedź i patrz na to
kicha do potęgi

.

Na ogół ludzie traktują szczęście jak traf, coś, co się może zdarzyć, jak piękna pogoda. Ale szczęście nie pojawia się w taki sposób. Szczęście jest rezultatem naszego osobistego wysiłku. Trzeba o nie walczyć, dążyć do niego, upierać się przy nim, a czasami nawet szukać go na drugim końcu świata.

( Elizabeth Gilbert, Jedz, módl się i kochaj )



---

znalazłam dobry sposób na nie-wystające-spod-kołdry stopy podczas snu
wystarczy rozpiąć guziki i ułożyć się w poszewce kołdry i już żadne potwory nie są straszne




piątek, 1 kwietnia 2011

przesilenie


Deszcz. Zsunęłam kaptur z oczu. Deszcz spadł na moją twarz. Świat spadł z nieba na rzęsy. Oceany, morza, jeziora, rzeki, kałuże. Oddechy. Każdy z nas ma na niebie swoją chmurę, stworzoną z własnych oddechów i łez. Gdy noce są zimne, bezsenne, ranki obleka mgła. Gdy dni łzawe, noce spadają na szyby. I wierzę, że z Twoich oddechów utkana była chmura, z której kapał na mnie deszcz. Inna chmura byłaby chłodniejsza, pachniałaby inaczej. Stałam na środku chodnika i otwierałam usta. Ten sam smak. Ten sam delikatny dotyk. Ten sam spokój.






---

kupiłam truskawki i borówki i dwie gruszki. i ostatnią kuleczkę z czekolady, bo już więcej słodyczy nie będzie. i dwa jogurty. i wodę. i sok. zapomniałam o bananach. a jutro 0 13 idę po 216 nowych zdjęć.




april

od pierwszego kwietnia czas zacząć eliminować złe nawyki.
koniec ze zbędnymi przyjemnościami.
początek pracy nad wszystkim, co kocham.
niech kwiecień zmieni mnie trochę na lepsze.



witaj Kwietniu. wiosno. deszczu.
witaj Słońce.
rozkwitajmy jak ten żonkil, który tkwi w wodzie przy łóżku.





( kradnę tylko kwiaty z klombów, ale tylko po jednym.
serc nie kradnę, bo nie chce, by były moją własnością )



znów śniła mi się wojna...