środa, 13 lipca 2011


Przyjdź, wejdź, usiądź i zostań.
To jest szczęście.



Proszę. Usiądź. Rozsiądź się miękko na tej pościeli pełnej wspomnień. Niech śpiewa nam stara czarna płyta, którą zaczarował głos Grechuty przerywany czasem cichym zgrzytem igły. Piękne, prawda? Jakby o naszych sercach. Poczekaj chwilę. Zrobię nam ciepły malinowy sok na osłodę. Zapomnimy na chwilę o lękach spadających z chmur. Dziś żadna z nich nad nami nie zawiśnie. Czy mogę położyć głowę na Twoich kolanach? Będę patrzeć w Twoje oczy z tej perspektywy,
z której wydajesz się być Bogiem spokoju. Oczy mieniące się kolorami pór roku, rozświetlone słońcem, odbijające lot jaskółki na błękitnym niebie ( jak te jaskółki wzlatują tak wysoko, pod same chmury? malutkie takie przecież i wątłe. czemu jaskółki krzyczą na zakrętach powietrza ? ). I tak pięknie widać ruch twoich płuc i drżenie serca. To jak oglądanie wschodów i zachodów słońca, jeden po drugim, raz po raz. Mały Książę mówił, że gdy jest bardzo smutno, to lubi się zachody słońca. Tak. Ale tylko dlatego, że gdy patrzę na Twoje oddychanie, serce mi rośnie
i później nie wiem gdzie się mieści, takie wielkie i ciepłe. Później spojrzysz w dół, a moje oczy zarumienią się lekko. I wpleciesz palce w moje włosy i na raz stanę się mruczącym kotem. Zwinę się w kłębek, który schowasz we wnętrzu swojej dłoni. Zaśniesz. Zaśniemy. Bezpieczni.



Zostań jeszcze przez chwilę.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz